Podmuch zimnego powietrza przedostał się do środka mojego pokoju, wprawiając w ruch białe firanki, które dodatkowo wzmocniły jego siłę. Chłodny wiatr zetkną się z delikatną skórą na moim ciele, powodując rozpływające się po nim dreszcze. Czując przeszywające zimno, moje powieki natychmiastowo podniosły się, po czym jeszcze ospała, biegiem ruszyłam do okna, zamykając je. Powiew wiatru ustał, a pokój powolnie się ocieplał, dlatego ruszyłam z powrotem do łóżka, po drodze przecierając zaspane oczy a następnie przeczesując palcami roztargane włosy, chcąc chociaż trochę doprowadzić je do ładu. Ściągnęłam czarną gumkę z nadgarstka, wiązać włosy w luźną kitkę, i bez dalszych namysłów, ponownie wślizgnęłam się pod ciepłą kołdrę, zamykając oczy. Jednak ta chwila nie trwała zbyt długo, kiedy nagle uświadomiłam sobie, który dziś dzień. Jak poparzona zerwałam się z łóżka, siadając na jego brzegu i sięgając po leżący na ciemnobrązowej komodzie obok, telefon. Dziwiłam się, dlaczego moje urządzenie nie dzwoni, a do moich uszu nie dobija się drażniący dźwięk budzika, który jeszcze wczoraj wieczorem ustawiałam. Odblokowałam szybko telefon i spojrzałam na zegarek, który znajdował się na głównym ekranie. Miałam wrażenie, że moje oczy powiększyły się z wrażenia, widząc wczesną godzinę jaką jest piąta rano. Jęknęłam cicho pod nosem, wiedząc, że mój organizm jest na tyle pobudzony, że nie ma opcji abym teraz znowu zasnęła. Zrezygnowana, odłożyłam telefon na miejsce i ruszyłam w stronę szafy, uprzednio wsuwając na zlodowaciałe stopy, cieplutkie kapcie. Z wnętrza mahoniowego mebla, wyciągnęłam eleganckie, czarne a do tego idealnie przylegające spodnie, białą luźną koszulę oraz czarną skórzaną kurtkę po czym wraz z ciuchami ruszyłam do łazienki. Odwiesiłam ubrania na grzejnik, aby ich nie zamoczyć, a jeśli nawet, to przynajmniej szybko wyschnął. Następnie ściągnęłam z piżamę, którą chwilę później odrzuciłam gdzieś w kąt, pozostając zupełnie naga. Spięłam włosy spinką, aby ich nie zamoczyć, i weszłam pod prysznic, chcąc się trochę orzeźwić. Po kilku minutach, kiedy to zimne krople wody odbijały się bezszelestnie o moje nagie ciało, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Skoro nie ma opcji abym poszła spać, a sama być w tym nie mogę, postanowiłam udać się do mojego najlepszego przyjaciela - Erica. Zakręciłam kurki po czym wyszłam z brodzika i prędko wycierając mokre z wody. Opatuliłam nagie ciało białym ręcznikiem, przypominając sobie o braku bielizny. Wróciłam do pokoju, kierując się w stronę komody przy łóżku, wyjmując moją ulubioną białą koronkową bieliznę. Wiem, że i tak nikt jej nie zobaczy, ale mimo wszystko czuję się o wiele lepiej, kiedy wiem że moje ciało zdobi seksowna bielizna. Będąc wciąż w pokoju wyciągnęłam majtki pod ręcznik, następnie zsunęłam z siebie materiał aby założyć stanik, po czym wróciłam do łazienki aby dokończyć przygotowania. Wsunęłam na stopy białe trampki, po raz ostatni rozglądając się po korytarzu czy aby na pewno czegoś nie zapomniałam.
- Torbę mam, klucze mam, telefon mam - zaczęłam wyliczać pod nosem, spoglądając na sufit. - Wygląda na to że mam wszystko - podsumowałam i wyszłam z domu, kierując się do wcześniej zamówionej taksówki. Będąc tuż przed drzwiami do pojazdu, poczułam nieprzyjemny dreszcz, który skrępował moje ciało. Spod dolnych powiek zaczęły napływać łzy, przez co nie zauważyłam kiedy jedna z szyb schowała się. - Wsiada pani? - głos mężczyzny przywrócił mnie do rzeczywistości, w ostatniej chwili powstrzymując przed nawrotem złych wspomnień.
- Tak, tak - przytaknęłam energicznie głową, wycierając delikatnie mokre kąciki oczu. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi taksówki wsiadając do środka. Po parudziesięciu minutach byliśmy pod wielką, wypasioną willą, w którą zamieszkiwała rodzina Erica wraz z nim i jego starszym bratem - Noah. Zapłaciłam kierowcy taksówki, następnie udając się do bramy, do której otworzenia potrzebny był kod, który bardzo dobrze znałam. Kiedy byłam już w środku, okazało się że drzwi wejściowe były zamknięte. Wywróciłam oczami, po czym ruszyłam w stronę krzaka, pod którym rodzina Andersenów chowa klucz i otworzyłam wejście. Chcąc sprawić wyjątkowo efektywną pobudkę przyjacielowi, udałam się do kuchni, z której wyniosłam miskę pełną lodowatej wody i udałam się na górę. Chcąc otworzyć drzwi do pokoju Erica i nie wylać wody z miski, która swoją drogą była cholernie ciężka, oparłam ją o udo, które uniosłam na wysokość bioder. Chwyciłam wolną ręką za klamkę i na palcach weszłam do środka.
- Dzień dobry! - krzyknęłam brunetowi do ucha, aby sekundę później wylać na niego całą miskę wody. - Kurwa! Oszalałaś!? - Eric warknął, zrywając się do pozycji siedzącej. Jego reakcja oraz mina jaką przybrał sprawiła, że mimo starań wybuchnęłam głośnym i nieopanowanym śmiechem, co chwila łapiąc się za brzuch z bólu. - Fajnie że cieszy cię mój zawał - burknął obrożny i nie patrząc na mnie, ruszył do łazienki. - Jezu Eric, nie gniewaj się - krzyknęłam za chłopakiem, jednak on zniknął za drzwiami bez żadnego odzewu. Wywróciłam oczami rozbawiona humorami przyjaciela i podeszłam do okna, w oczekiwaniu na jego powrót. Wiem, że oblewanie go mogło być lekką przesadą, ale już nie pierwszy raz zdarzyła się taka sytuacja, że oblewamy siebie nawzajem, dlatego nie rozumiem jego obrażenia się. Byłam ciekawa co go tak nagle ugryzło i postanowiłam się tego dowiedzieć. Odwróciłam się napięcie, tyłem do okna i ruszyłam w stronę wyjścia z pokoju. Mijając próg pomieszczenia, moje czoło zderzyło się z czyimś nagim przedramieniem. Momentalnie odskoczyłam w tył, wpadając tym samym na kant framugi.
- Uważaj jak chodzisz, Pegi - do moich uszu dotarł niski głos, który chwilę później przemienił się w cichy i jednocześnie krótki śmiech. Nie musiałam nawet spoglądać na tę osobę, aby wiedzieć kto właśnie stał przede mną.
- Kobiety mają pierwszeństwo, Noah - podnosiłam wzrok aby uśmiechnąć się zwycięsko, jednak widok jaki pojawił mi się przed oczami sprawił, że znieruchomiałam. Straszy brat Erica, ubrany jedynie w bardzo nisko zawiązany ręcznik, ukazując swoją idealnie wyrobioną sylwetkę z umięśnionym brzuchem i zaznaczonym v, lustrował mnie wzrokiem tak jak ja jego, tylko że na ustach Noah znajdował się znaczący uśmiech. Orientując się o co mu chodzi, potrząsnęłam szybko głową, powracając do żywych.- No i na co tak patrzysz? - spojrzałam na niego z wyrzutem— Na twoje rumieńce, spowodowane moim widokiem — Noah puścił mi oczko, a ja szybkim ruchem dotknęłam palcami skóry na moich policzkach.
— Nie denerwuj mnie — burknęłam, uderzając chłopaka w ramie i ponownie wróciłam do pokoju przyjaciela, siadając na mokrym łóżku z zaplątanymi rękoma na piersi. Noah jedynie posłał mi całusa w powietrzu i ruszył w kierunku prawdopodobnie swojego pokoju. - Dupek - mruknęłam pod nosem i położyłam się zażenowana na łóżku, aby chwilę później wstać z krzykiem. Podbiegłam do lustra chcąc sprawdzić czy nie mam żadnej plamy, kiedy do pokoju wszedł Eric.
— Co ty robisz? — brunet zapytał zdezorientowany. Westchnęłam i podeszłam do przyjaciela, odwracając się do niego plecami.
— Mam mokrą plamę? — spytałam z zdenerwowaniem w głosie, modląc się w duchu aby koszula okazała się sucha. Chłopak przez dłuższy czas się nie odzywał co znacznie mnie zaniepokoiło.
— Eric?— No... Może trochę... Ale nie masz się czym denerwować, przecież wyschnie
— Dobra nie ważne. Lepiej powiedz mi która jest godzina — zajęłam miejsce na krzesełku przed biurkiem, podtrzymując głowę dłońmi, opierając łokcie o uda.
— Może jeszcze zdążę — mruknęłam na tyle cicho aby ciemnowłosy nie usłyszał.
— Dochodzi siódma, a co? I właśnie.. zapomniałem zapytać. Co ty robisz tu tak wcześnie? I nadal nie wiem co się stało że jesteś mokra — Eric spojrzał na mnie unosząc jedną z brwi ku górze.
— Długa historia — westchnęłam i ruszyłam w stronę wyjścia z pokoju
— Opowiem ci po drodze. A teraz chodź, musimy na chwilę pojechać do mojego domu — dodałam, kiedy zorientowałam się, że chłopak nie ruszył się z miejsca.Słysząc jego kroki i niezadowolony bełkot, zadowolona ruszyłam przed siebie, aby chwilę później znaleźć się przed ich wielkim domem. Podeszłam do samochodu od strony pasażera, a przed moimi oczami pojawiły się przebłyski wspomnień. Pozwoli przeniosłam wzrok na zakrwawioną maskę samochodu, na której chwilę później ujrzałam ciało, blade, całe w szkarłatnej cieszy. Nie ruszało się. Zaś nogi zwłok schowane były za szybą, w której wybita była wielka dziura. Ponownie powróciłam wzrokiem do ciała, odnajdując chwilę później jego twarz. Z moich ust wydobył się głośny krzyk, a ja rozpoznawszy zwłoki, straciłam równowagę, upadając z hukiem na brudnej ziemi. W jednej chwili poczułam czyjeś ręce obejmujące chwytające mnie za ramiona, które delikatnymi ruchami zaczęli potrząsać moim ciałem. Jedyne co słyszałam to nieprzyjemne dzwonię w uszach, które całkowicie zagłuszały słowa jakie padały z usta osoby przede mną. Zaczęłam mrugać szybciej niż zazwyczaj, chcąc pozbyć się rozmazanego obrazu jaki pojawił się przed moimi oczami. Kiedy po kilku minutach mój umysł wrócił do rzeczywistości, przenosiłam wzrok na Erica kucającego obok, spoglądając na niego niepewnie.
— Gie! Jezu nic ci nie jest? — Eric chwycił moją twarz w dłonie i zmusił na spojrzenie na niego.
— Chodź zawiozę cię do domu — brunet przeniósł dłonie na mojej ramiona, próbując podnieść mnie do góry, jednak ja szybko mu się wyrwałam, przez co znowu upadłam na tyłek.
— Nie.. nie.. On tam leży... Ja nie mogę.. — zaczęłam bełkotać w kółko to samo słowo, a w oczach przyjaciela pojawił się dobrze widoczny smutek, któremu towarzyszył ledwie widoczny strach. Widocznie właśnie zrozumiał co miało miejsce parę minut temu i co dzieje się ze mną. Eric usiadł obok mnie na brudną kostkę i złapał za podbródek, abym znowu na niego spojrzała.
- Paige musisz w końcu przestać się bać. Przestać się bać samochodów.. Staram się cię rozumieć i nie nalegać, ale to było tak..
- Ale to było tak dawno, wiem... Tylko ja nie umiem zapomnieć. To wszystko ciągle siedzi mi w głowie. Za każdym razem kiedy mam wsiąść do środka, widzę wszystko... wszystko od nowa - przerwałam, gdy do moich ust zaczęły napływać krople słonych łez.Eric zaniemówił, i jedyne na co było go teraz stać, to wpatrywanie się bez celu na kostkę w podjeździe. Brunet westchnął ciężko i wstał na równe nogi.
— Chodź skarbie, zawiozę cię do domu, przebierzesz się i zmyjesz te czarne ślady pod oczami. A później pojedziemy do szkoły. Nie chcąc już nic więcej mówić, pokiwałam lekko głową i z pomocą przyjaciela podniosłam się z ziemi i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Eric posłał mi krzepiące spojrzenie, a ja chcąc mu podziękować, miałam w zamiarze się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jakiś krzywy grymas. Ciemnowłosy otworzył mi drzwi do pojazdu, po czym sam udał się na miejsce kierowcy. Mozolnie usiadłam na skórzanym siedzeniu i opierając głowę o szybę pojazdu, chcąc skupić się na przemijających budynkach i roślin. Przyjaciel odpalił silnik, a ja odruchowo przełknęłam ślinę, powodując spięcie mięśni. Eric spojrzał na mnie kątem oka, ale nie odezwał się, tylko skupił na drodze. Byłam mu za to wdzięczna, bo i ja nie pałałam się do rozmowy. Cała droga od willi Erica do mojego domu trwała kilkadziesiąt minut, które minęło w głuchej ciszy. Jedyny dźwięk jaki można było usłyszeć to odgłos działającego silnika. Brunet zaparkował przed wjazdem do mojego garażu i zgasił samochód.
— Idź, ja poczekam — mruknął i odblokował drzwi. Posłałam mu lekki uśmiech i bez słowa wysiadłam z pojazdu, ruszając w stronę wejścia do budynku. Dopiero teraz zorientowałam się, że moja torba z kluczami i telefonem została w domu Erica, a ja nie mam jak zadzwonić do mamy aby otworzyła drzwi. Zagryzłam policzki od środka i niepewnie chwyciłam za klamkę, ciągnąć ją w dół. Poczułam ogromną ulgę kiedy drzwi okazały się otwarte i mogłam wejść do domu. Z lekkim sercem dotarło do mnie, że na moje szczęście zapomniałam zakluczyć zamka. Weszłam po cichu do pomieszczenia mając nadzieję że rodzice wraz z siostrą jeszcze śpią a ja zdążę przemknąć do pokoju niezauważona. Jednak to chyba nie był jeden z moich lepszych dni, bo gdy tylko znalazłam się na pierwszym schodku do moich uszu dobiegł melodyjny głos mamy.
— Tak, mamo, to ja! — odkrzyknęłam rodzicielce, szybkim ruszając na piętro. Pierwsze co zrobiłam po znalezieniu się w pokoju, to wbiegłam do łazienki, chcąc zmazać smugi jakie zostały na policzkach po tuszu i ponownie uczesanie włosów. Kiedy twarz miałam w miarę ogarniętą, wróciłam do pokoju, w poszukiwaniu nowych, czystych ubrań. Nie mogąc znaleźć żadnych spodni w szafie, wychyliłam głowę zza drzwi i krzyknęłam do kobiety, która okupowała kuchnię.
— Mamo! Gdzie są moje wszystkie pary spodni?
— Wiszą na balkonie uprane — na słowa rodzicielki, trzasnęłam drzwiami sfrustrowana, po czym opierając się o nie, zaczęłam sunąć plecami w dół, do momentu aż moje pośladki zetknęły się z podłogą.
— Zabije się kiedyś — wsunęłam palce we włosy lekko za nie ciągnąć, zdesperowana. Po kilku minutach bezczynnego siedzenia, do moich uszu dobiegł klakson samochodu, który prawdopodobnie miał zasygnalizować mi, że mam się zbierać. Nie pałając zbytnio energią, mozolnie podniosłam się z podłogi wspomagając się drzwiami i wyszłam z pokoju, ruszając w stronę sypialni rodziców, gdzie znajdowało się wyjście na balkon i które również było z przodu domu, dzięki czemu mogłam dać znać Ericowi, że już idę.Pierwsze co zrobiłam po wejściu na balkon to podbiegłam do barierki, aby pomachać brunetowi, chcąc dać mu znak aby wyszedł. Kiedy chłopak wystawił głowę zza szyby, krzyknęłam to co miałam w planach i podeszłam do suszarki z praniem mając nadzieję, że materiał będzie suchy. Jednak tak jak mówiłam, ten dzień nie należał do najszczęśliwszych. Kiedy złapałam w dłonie jedne ze spodni, poczułam jak mokry materiał pozostawiają ślady wody na moich dłoniach.- Kurwa - szepnęłam, a do moich uszu dotarł kolejny odgłos klaksonu. Będąc już całkowicie zdesperowana, zdjęłam mokre spodnie i bez zastanowienia wsunęłam je na biodra, po czym jak poparzona wybiegłam z domu, w między czasie żegnając się z rodziną.
— Możemy jechać
________________________________
Jest to moje pierwsze poważne opowiadanie i mam wielką nadzieję, że wam się spodoba. Dodatkowo chciałabym poinformować, że rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu, co każdą niedziele.
- Torbę mam, klucze mam, telefon mam - zaczęłam wyliczać pod nosem, spoglądając na sufit. - Wygląda na to że mam wszystko - podsumowałam i wyszłam z domu, kierując się do wcześniej zamówionej taksówki. Będąc tuż przed drzwiami do pojazdu, poczułam nieprzyjemny dreszcz, który skrępował moje ciało. Spod dolnych powiek zaczęły napływać łzy, przez co nie zauważyłam kiedy jedna z szyb schowała się. - Wsiada pani? - głos mężczyzny przywrócił mnie do rzeczywistości, w ostatniej chwili powstrzymując przed nawrotem złych wspomnień.
- Tak, tak - przytaknęłam energicznie głową, wycierając delikatnie mokre kąciki oczu. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi taksówki wsiadając do środka. Po parudziesięciu minutach byliśmy pod wielką, wypasioną willą, w którą zamieszkiwała rodzina Erica wraz z nim i jego starszym bratem - Noah. Zapłaciłam kierowcy taksówki, następnie udając się do bramy, do której otworzenia potrzebny był kod, który bardzo dobrze znałam. Kiedy byłam już w środku, okazało się że drzwi wejściowe były zamknięte. Wywróciłam oczami, po czym ruszyłam w stronę krzaka, pod którym rodzina Andersenów chowa klucz i otworzyłam wejście. Chcąc sprawić wyjątkowo efektywną pobudkę przyjacielowi, udałam się do kuchni, z której wyniosłam miskę pełną lodowatej wody i udałam się na górę. Chcąc otworzyć drzwi do pokoju Erica i nie wylać wody z miski, która swoją drogą była cholernie ciężka, oparłam ją o udo, które uniosłam na wysokość bioder. Chwyciłam wolną ręką za klamkę i na palcach weszłam do środka.
- Dzień dobry! - krzyknęłam brunetowi do ucha, aby sekundę później wylać na niego całą miskę wody. - Kurwa! Oszalałaś!? - Eric warknął, zrywając się do pozycji siedzącej. Jego reakcja oraz mina jaką przybrał sprawiła, że mimo starań wybuchnęłam głośnym i nieopanowanym śmiechem, co chwila łapiąc się za brzuch z bólu. - Fajnie że cieszy cię mój zawał - burknął obrożny i nie patrząc na mnie, ruszył do łazienki. - Jezu Eric, nie gniewaj się - krzyknęłam za chłopakiem, jednak on zniknął za drzwiami bez żadnego odzewu. Wywróciłam oczami rozbawiona humorami przyjaciela i podeszłam do okna, w oczekiwaniu na jego powrót. Wiem, że oblewanie go mogło być lekką przesadą, ale już nie pierwszy raz zdarzyła się taka sytuacja, że oblewamy siebie nawzajem, dlatego nie rozumiem jego obrażenia się. Byłam ciekawa co go tak nagle ugryzło i postanowiłam się tego dowiedzieć. Odwróciłam się napięcie, tyłem do okna i ruszyłam w stronę wyjścia z pokoju. Mijając próg pomieszczenia, moje czoło zderzyło się z czyimś nagim przedramieniem. Momentalnie odskoczyłam w tył, wpadając tym samym na kant framugi.
- Uważaj jak chodzisz, Pegi - do moich uszu dotarł niski głos, który chwilę później przemienił się w cichy i jednocześnie krótki śmiech. Nie musiałam nawet spoglądać na tę osobę, aby wiedzieć kto właśnie stał przede mną.
- Kobiety mają pierwszeństwo, Noah - podnosiłam wzrok aby uśmiechnąć się zwycięsko, jednak widok jaki pojawił mi się przed oczami sprawił, że znieruchomiałam. Straszy brat Erica, ubrany jedynie w bardzo nisko zawiązany ręcznik, ukazując swoją idealnie wyrobioną sylwetkę z umięśnionym brzuchem i zaznaczonym v, lustrował mnie wzrokiem tak jak ja jego, tylko że na ustach Noah znajdował się znaczący uśmiech. Orientując się o co mu chodzi, potrząsnęłam szybko głową, powracając do żywych.- No i na co tak patrzysz? - spojrzałam na niego z wyrzutem— Na twoje rumieńce, spowodowane moim widokiem — Noah puścił mi oczko, a ja szybkim ruchem dotknęłam palcami skóry na moich policzkach.
— Nie denerwuj mnie — burknęłam, uderzając chłopaka w ramie i ponownie wróciłam do pokoju przyjaciela, siadając na mokrym łóżku z zaplątanymi rękoma na piersi. Noah jedynie posłał mi całusa w powietrzu i ruszył w kierunku prawdopodobnie swojego pokoju. - Dupek - mruknęłam pod nosem i położyłam się zażenowana na łóżku, aby chwilę później wstać z krzykiem. Podbiegłam do lustra chcąc sprawdzić czy nie mam żadnej plamy, kiedy do pokoju wszedł Eric.
— Co ty robisz? — brunet zapytał zdezorientowany. Westchnęłam i podeszłam do przyjaciela, odwracając się do niego plecami.
— Mam mokrą plamę? — spytałam z zdenerwowaniem w głosie, modląc się w duchu aby koszula okazała się sucha. Chłopak przez dłuższy czas się nie odzywał co znacznie mnie zaniepokoiło.
— Eric?— No... Może trochę... Ale nie masz się czym denerwować, przecież wyschnie
— Dobra nie ważne. Lepiej powiedz mi która jest godzina — zajęłam miejsce na krzesełku przed biurkiem, podtrzymując głowę dłońmi, opierając łokcie o uda.
— Może jeszcze zdążę — mruknęłam na tyle cicho aby ciemnowłosy nie usłyszał.
— Dochodzi siódma, a co? I właśnie.. zapomniałem zapytać. Co ty robisz tu tak wcześnie? I nadal nie wiem co się stało że jesteś mokra — Eric spojrzał na mnie unosząc jedną z brwi ku górze.
— Długa historia — westchnęłam i ruszyłam w stronę wyjścia z pokoju
— Opowiem ci po drodze. A teraz chodź, musimy na chwilę pojechać do mojego domu — dodałam, kiedy zorientowałam się, że chłopak nie ruszył się z miejsca.Słysząc jego kroki i niezadowolony bełkot, zadowolona ruszyłam przed siebie, aby chwilę później znaleźć się przed ich wielkim domem. Podeszłam do samochodu od strony pasażera, a przed moimi oczami pojawiły się przebłyski wspomnień. Pozwoli przeniosłam wzrok na zakrwawioną maskę samochodu, na której chwilę później ujrzałam ciało, blade, całe w szkarłatnej cieszy. Nie ruszało się. Zaś nogi zwłok schowane były za szybą, w której wybita była wielka dziura. Ponownie powróciłam wzrokiem do ciała, odnajdując chwilę później jego twarz. Z moich ust wydobył się głośny krzyk, a ja rozpoznawszy zwłoki, straciłam równowagę, upadając z hukiem na brudnej ziemi. W jednej chwili poczułam czyjeś ręce obejmujące chwytające mnie za ramiona, które delikatnymi ruchami zaczęli potrząsać moim ciałem. Jedyne co słyszałam to nieprzyjemne dzwonię w uszach, które całkowicie zagłuszały słowa jakie padały z usta osoby przede mną. Zaczęłam mrugać szybciej niż zazwyczaj, chcąc pozbyć się rozmazanego obrazu jaki pojawił się przed moimi oczami. Kiedy po kilku minutach mój umysł wrócił do rzeczywistości, przenosiłam wzrok na Erica kucającego obok, spoglądając na niego niepewnie.
— Gie! Jezu nic ci nie jest? — Eric chwycił moją twarz w dłonie i zmusił na spojrzenie na niego.
— Chodź zawiozę cię do domu — brunet przeniósł dłonie na mojej ramiona, próbując podnieść mnie do góry, jednak ja szybko mu się wyrwałam, przez co znowu upadłam na tyłek.
— Nie.. nie.. On tam leży... Ja nie mogę.. — zaczęłam bełkotać w kółko to samo słowo, a w oczach przyjaciela pojawił się dobrze widoczny smutek, któremu towarzyszył ledwie widoczny strach. Widocznie właśnie zrozumiał co miało miejsce parę minut temu i co dzieje się ze mną. Eric usiadł obok mnie na brudną kostkę i złapał za podbródek, abym znowu na niego spojrzała.
- Paige musisz w końcu przestać się bać. Przestać się bać samochodów.. Staram się cię rozumieć i nie nalegać, ale to było tak..
- Ale to było tak dawno, wiem... Tylko ja nie umiem zapomnieć. To wszystko ciągle siedzi mi w głowie. Za każdym razem kiedy mam wsiąść do środka, widzę wszystko... wszystko od nowa - przerwałam, gdy do moich ust zaczęły napływać krople słonych łez.Eric zaniemówił, i jedyne na co było go teraz stać, to wpatrywanie się bez celu na kostkę w podjeździe. Brunet westchnął ciężko i wstał na równe nogi.
— Chodź skarbie, zawiozę cię do domu, przebierzesz się i zmyjesz te czarne ślady pod oczami. A później pojedziemy do szkoły. Nie chcąc już nic więcej mówić, pokiwałam lekko głową i z pomocą przyjaciela podniosłam się z ziemi i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Eric posłał mi krzepiące spojrzenie, a ja chcąc mu podziękować, miałam w zamiarze się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jakiś krzywy grymas. Ciemnowłosy otworzył mi drzwi do pojazdu, po czym sam udał się na miejsce kierowcy. Mozolnie usiadłam na skórzanym siedzeniu i opierając głowę o szybę pojazdu, chcąc skupić się na przemijających budynkach i roślin. Przyjaciel odpalił silnik, a ja odruchowo przełknęłam ślinę, powodując spięcie mięśni. Eric spojrzał na mnie kątem oka, ale nie odezwał się, tylko skupił na drodze. Byłam mu za to wdzięczna, bo i ja nie pałałam się do rozmowy. Cała droga od willi Erica do mojego domu trwała kilkadziesiąt minut, które minęło w głuchej ciszy. Jedyny dźwięk jaki można było usłyszeć to odgłos działającego silnika. Brunet zaparkował przed wjazdem do mojego garażu i zgasił samochód.
— Idź, ja poczekam — mruknął i odblokował drzwi. Posłałam mu lekki uśmiech i bez słowa wysiadłam z pojazdu, ruszając w stronę wejścia do budynku. Dopiero teraz zorientowałam się, że moja torba z kluczami i telefonem została w domu Erica, a ja nie mam jak zadzwonić do mamy aby otworzyła drzwi. Zagryzłam policzki od środka i niepewnie chwyciłam za klamkę, ciągnąć ją w dół. Poczułam ogromną ulgę kiedy drzwi okazały się otwarte i mogłam wejść do domu. Z lekkim sercem dotarło do mnie, że na moje szczęście zapomniałam zakluczyć zamka. Weszłam po cichu do pomieszczenia mając nadzieję że rodzice wraz z siostrą jeszcze śpią a ja zdążę przemknąć do pokoju niezauważona. Jednak to chyba nie był jeden z moich lepszych dni, bo gdy tylko znalazłam się na pierwszym schodku do moich uszu dobiegł melodyjny głos mamy.
— Tak, mamo, to ja! — odkrzyknęłam rodzicielce, szybkim ruszając na piętro. Pierwsze co zrobiłam po znalezieniu się w pokoju, to wbiegłam do łazienki, chcąc zmazać smugi jakie zostały na policzkach po tuszu i ponownie uczesanie włosów. Kiedy twarz miałam w miarę ogarniętą, wróciłam do pokoju, w poszukiwaniu nowych, czystych ubrań. Nie mogąc znaleźć żadnych spodni w szafie, wychyliłam głowę zza drzwi i krzyknęłam do kobiety, która okupowała kuchnię.
— Mamo! Gdzie są moje wszystkie pary spodni?
— Wiszą na balkonie uprane — na słowa rodzicielki, trzasnęłam drzwiami sfrustrowana, po czym opierając się o nie, zaczęłam sunąć plecami w dół, do momentu aż moje pośladki zetknęły się z podłogą.
— Zabije się kiedyś — wsunęłam palce we włosy lekko za nie ciągnąć, zdesperowana. Po kilku minutach bezczynnego siedzenia, do moich uszu dobiegł klakson samochodu, który prawdopodobnie miał zasygnalizować mi, że mam się zbierać. Nie pałając zbytnio energią, mozolnie podniosłam się z podłogi wspomagając się drzwiami i wyszłam z pokoju, ruszając w stronę sypialni rodziców, gdzie znajdowało się wyjście na balkon i które również było z przodu domu, dzięki czemu mogłam dać znać Ericowi, że już idę.Pierwsze co zrobiłam po wejściu na balkon to podbiegłam do barierki, aby pomachać brunetowi, chcąc dać mu znak aby wyszedł. Kiedy chłopak wystawił głowę zza szyby, krzyknęłam to co miałam w planach i podeszłam do suszarki z praniem mając nadzieję, że materiał będzie suchy. Jednak tak jak mówiłam, ten dzień nie należał do najszczęśliwszych. Kiedy złapałam w dłonie jedne ze spodni, poczułam jak mokry materiał pozostawiają ślady wody na moich dłoniach.- Kurwa - szepnęłam, a do moich uszu dotarł kolejny odgłos klaksonu. Będąc już całkowicie zdesperowana, zdjęłam mokre spodnie i bez zastanowienia wsunęłam je na biodra, po czym jak poparzona wybiegłam z domu, w między czasie żegnając się z rodziną.
— Możemy jechać
________________________________
Jest to moje pierwsze poważne opowiadanie i mam wielką nadzieję, że wam się spodoba. Dodatkowo chciałabym poinformować, że rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu, co każdą niedziele.